Izolacja ścian fundamentowych jako sposób na zdrowy dom – historia Anki i Leszka Kto z nas nie marzył o własnym domu z ogrodem? Nic więc dziwnego w tym, że kiedy nadarza się okazja, a dom z dużym ogrodem można kupić za grosze tracimy głowy i sięgamy głęboko do portfeli. Właśnie tak postąpili Anka z Leszkiem, kiedy w ich okolicy w końcu pojawił się dom na sprzedaż w przystępnej cenie – młode małżeństwo jeszcze w dniu wystawienia ogłoszenia zameldowało się w banku z pytaniem o możliwość zakupu na kredyt.

W dzisiejszym artykule postaramy się podpowiedzieć, na co zwracać uwagę podczas oglądania nieruchomości, żeby nie kupić „chorego domu” oraz co zrobić, gdy taki już nabyliśmy. Do lektury zapraszamy również wszystkich właścicieli nieruchomości, którzy mają już dosyć bezowocnej walki z wilgocią i pleśnią w domu lub lokalu użytkowym.

Ciągły zapach stęchlizny w powietrzu – moment, w którym Anka i Leszek zaczęli coś podejrzewać

Podczas oględzin nieruchomość była niezamieszkała, ale jej ówczesny właściciel (sprzedający) nie opróżnił pomieszczeń z tapicerowanych mebli, dywanów oraz zasłon. Jak się później okazało, również meble były nieopróżnione. Anka z Leszkiem znaleźli w nich sporo wyrobów tekstylnych – ubrania, ręczniki, pościele… Ze względu na fakt, iż dom dosyć długo stał niezamieszkały i nie wietrzony w powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Bohaterzy naszego dzisiejszego artykułu byli przekonani, że problem stanowią meble oraz stare elementy wyposażenia wnętrza. Dlatego specjalnie się tym nie przejęli. Oględziny domu dodatkowo utrudniał jego staromodny wystrój, który jak się później okazało skutecznie ukrył największy problem nieruchomości – grzyb i pleśń na ścianach.

– Pierwszych klika tygodni spędziliśmy na opróżnianiu domu. Sprzedający dostał dom w spadku. Przez kilka lat nie odwiedzał nieruchomości, a później zdecydował się na jej szybką sprzedaż. Nawet był skłonny „zejść” z ceny, żeby ktoś za niego opróżnił dom. Wówczas nas to nie zaniepokoiło. Dzisiaj bylibyśmy bardziej czujni – odpowiada Anka zapytana o powód zakupu domu z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Na usprawiedliwienie „lekkomyślnych” nabywców można tylko powiedzieć, że domy na sprzedaż w tak dogodniej lokalizacji na przedmieściach Warszawy są naprawdę rzadkimi okazami na rynku nieruchomości, a cena budynku z naprawdę sporym ogrodem niejednemu zawróciła by w głowie.

– Dopiero po opróżnieniu domu z mebli dotarło do nas, że coś jest nie tak. Nasze obawy potwierdziły się po zerwaniu boazerii. Na ścianach kwitła pleśń. Byliśmy przerażeni. – wspomina Leszek.

Po usunięciu elementów dekoracyjnych – boazerii, tapet, wykładzin dywanowych – stało się oczywistym, że Anka i Leszek kupili „chory dom”. Mianem chorego domu określa się nieruchomości, w których w skutek wilgotności powietrza przekraczającej optymalny dla funkcjonowania człowieka poziom (do 40 do 60%) rozwija się pleśń oraz inne grzyby.

„Chory dom” – jak sobie poradzić?

Diagnoza „chory dom” to jeszcze nie wyrok śmierci. Jeśli zależy nam na uratowaniu nieruchomości z pewnością sięgniemy po radę ekspertów którzy zdiagnozują źródło problemu oraz podpowiedzą jak sobie z nim poradzić. Głównym źródłem wilgoci w starych domach jest woda gruntowa. Niewystarczająca lub uszkodzona izolacja ścian fundamentowych tak w wymiarze poziomym, jak i pionowym prowadzi do przenikania wilgoci głęboko w przegrody. W przypadku domu Anki i Leszka czynnikiem, który dodatkowo wspomógł rozwój wilgoci i pleśni był fakt, że dom przez dłuższy czas stał niezamieszkały – niewietrzony i nieogrzewany.

Jedynym skutecznym sposobem na wyleczenie „chorego domu” to zdiagnozowanie źródła wilgoci i jego wyeliminowanie. W domu naszych bohaterów wilgoć atakowała z dwóch przyczółków – nieszczelnego pokrycia dachowego oraz niezaizolowanych fundamentów. W pierwszej kolejności Anka i Leszek – za poradą eksperta – zdecydowali się na wyeliminowanie źródeł wilgoci, co wiązało się z dwiema dużymi inwestycjami – naprawą dachu oraz zaizolowaniem fundamentów. Ze względu na stopień zawilgocenia ścian jedyną skuteczną metodą izolacji/osuszenia ścian fundamentowych okazała się iniekcja krystaliczna. W ten sposób ściany nie tylko osuszono, ale również zaizolowano.

Ze względu na wilgoć panującą w piwnicy para zdecydowała się dodatkowo odkopać fundamenty i zaizolować ściany boczne. Po wykonaniu izolacji pionowej założono również płyty ze styroduru. Ocieplenie fundamentów miało na celu podwyższenie efektywności ekonomicznej budynku poprzez eliminację ewentualnych mostków cieplnych oraz dodatkowe zabezpieczenie i wzmocnienie izolacji pionowej. Ze względu na fakt, iż pionowa hydroizolacja fundamentów może być założona wyłącznie na suchą i czystą powierzchnię po odkopaniu ściany fundamentowe wyczyszczono z resztek poprzedniej izolacji. W międzyczasie druga ekipa wykonywała drugi poziom nawiertów iniekcyjnych – niewiele nad posadzką w piwnicy – w celu uzupełnienia izolacji poziomej na ławach fundamentowych. Ze względu na wysoki koszt oraz konieczność ingerowania w konstrukcję ścian Anka i Leszek nie zdecydowali się na uzupełnianie brakującej izolacji poziomej metodą podcinania murów. W rezultacie ich decyzja okazała się jak najbardziej słuszna – iniekcja krystaliczna jest tańsza, mniej inwazyjna i szybsza w wykonaniu.

Dzisiaj, trzy lata do feralnego zakupu Ania i Leszek w końcu wprowadzają się do swojego wymarzonego domu. Czy będą w nim szczęśliwi? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że w swoim obecnym stanie dom nie stanowi zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców, a po królującej na ścianach pleśni od dawna nie ma już ani śladu.